"Dochodzimy do granic". Niepokojący głos z RPP

Dodano:
Banknoty, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Pixabay
Napięta sytuacja międzynarodowa ma swoje przełożenie na polską gospodarkę. – Jesteśmy ofiarami tego konfliktu – mówi członek Rady Polityki Pieniężnej Ludwik Kotecki.

Ceny paliw w Europie osiągają rekordowe poziomy w związku z zakłóceniami dostaw ropy wywołanymi konfliktem na Bliskim Wschodzie, który Izrael i Stany Zjednoczone rozpętały przeciwko Iranowi.

We wtorek (22 września) najwyższą średnią cenę benzyny odnotowano w Holandii – 2,43 euro za litr, a diesla w Danii – 2,52 euro za litr – wynika z danych, na które powołuje się Euronews.

Wysokie ceny paliw są skutkiem m.in. zakłóceń transportu przez cieśniny Ormuz i Bab al-Mandab. Ruch statków w Ormuzie spadł do mniej niż 20 jednostek dziennie. Handel wokół Bab al-Mandab zakłócają natomiast ataki jemeńskich Huti.

Kto odpowiada za kryzys? Członek RPP wskazał jedno nazwisko

Sytuacja jest odczuwalna również w Polsce. Ludwik Kotecki z Rady Polityki Pieniężnej zwrócił uwagę w poniedziałek na antenie TVP Info na przyczyny obecnego szoku cenowego.

– Wystarczy prześledzić, kiedy się zaczął ten problem (...) Jeśli mielibyśmy wskazać jedną osobę, to jest nią Donald Trump – ocenił ekonomista.

Kotecki zwrócił uwagę na pojawienie się w dyskusji terminu "trumpinflacja", czyli wpływie szoku na rynkach paliw na całą gospodarkę. – To się przenosi na inne ceny na całym świecie. Obserwujemy to na naszych stacjach benzynowych i niestety będziemy to obserwować w naszej inflacji – podkreślił członek Rady Polityki Pieniężnej.

Ekonomista: Za CPN muszą zapłacić podatnicy

Ludwik Kotecki podkreślił, że "jesteśmy ofiarami tego konfliktu".

Jak zaznaczył ekonomista, w przypadku CPN problemem nie jest chęć wsparcia społeczeństwa, ale to, że "podatnicy muszą za to zapłacić". – Nie ma nic za darmo. Budżet musi za to zapłacić, a jest w nienajlepszej kondycji – ocenił

Odnosząc się do proponowanego przez rząd podatku od nadzwyczajnych zysków paliwowych, Kotecki zaznaczył, że z punktu widzenia zwykłego Polaka jest to dobra droga, choć "z punktu widzenia budżetu te pieniądze można by było lepiej spożytkować".

– Dochodzimy do granic, jeśli chodzi o dług publiczny i deficyt – przestrzegał ekspert.

Źródło: TVP Info / Euronews, DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...